Wyszłam ze swojego pokoju. Cicho zajrzałam do pokoju rodziców – spali. Mogłam wyjść. Cicho zeszłam po schodach. Wyszłam z domu na mały taras. Usiadłam na schodach i założyłam buty. Nagle prawie dostałam zawału – zaszczekał nasz pies Harry. Podbiegł do mnie, a jak mnie poznał, przestał szczekać. Schyliłam się do niego i go pogłaskałam.
- Cii…. – uciszyłam go – Nie ujadaj tak, bo obudzisz rodziców.
Pies spojrzał na mnie ze skruchą. Pogłaskałam go jeszcze raz po łebku i wstałam. Ruszyłam w stronę krzejni. Otworzyłam wielkie drzwi krzejenne. Kiedy tylko przekroczyłam próg krzejni od razu zostałam powitana całą serią wesołych krzesknięć i krzeżeń. Przywitałam się po kolei z każdym krzesłem, ‘miziając’ je po oparciu. Na końcu krzejni, przy wielkim oknie, w krzoksie stał Spiryt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz