niedziela, 17 listopada 2013

Od Lady Barby opowiadanie numer 1

Księżyc skończył swoją wędrówkę po niebie. Niebo przybrało piękną pomarańczowo-czerwoną barwę.  Poranny śpiew ptaków prawie że brutalnie mnie obudził. Moje łóżko znajdowało się centralnie pod oknem, które było lekko uchylone. Na dachu usiadł Ferdek, tak nazywam pewnego ptaka który w każdą sobotę srając mi na głowę budzi mnie o 6:00. I tak było też teraz. Zerwałam się z łóżka jak oparzona. Wstałam i spojrzałam przez okno. Niebo o tej porze było wyjątkowo pięknie. Wcale nie byłam zła na tego wścibskiego ptaka, wręcz przeciwnie.Poszłam się umyć. W każdą sobotę budził mnie wcześnie rano, i pozwalał mi pooglądać piękne niebo, ale i też pójść do stajni na poranna krzejażdżkę na moim ulubionym holendrze – Spirycie. Spiryt był gniadym, trzynastoletnim krzałachem. Nie był już młody, energiczny, ale i tak go kochałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz